Wyruszyliśmy z rana, zapakowaliśmy się w piątkę samochód i ruszyliśmy rozkoszną, równą szwedzką autostradą wzdłuż jeziora. Jechało się bardzo przyjemnie: z jednej strony przez okno widać na pół zamarznięte jezioro, a z drugiej zaśnieżone, strome zbocze skalne i drzewka. W takich warunkach można jeździć. :)
50 kilometrów zleciało w trymiga. Oto w przybliżeniu nasza trasa:
Wyświetl większą mapę
Kawałek za mieścinką o miłej nazwie Gränna (pokazana na mapie jako punkt docelowy) wysiedliśmy z samochodu na parkingu w małej zatoczce. Przeszliśmy podziemnym przejściem pod autostradą i już był zamek! Jak wygodnie, jak blisko.
Ruiny nie okazały się zbyt duże (przeciwnie), ale uroku im to nie ujmuje nic a nic. Budowla stoi na pagórku, a przez okna kamiennych ścian można godzinami obserwować wielkie jezioro Vättern, wysepkę na nim (podobno latem można tam jeździć konno) oraz kilka wiosek w dole.
Zresztą, co ja Wam będę mówił: Obrazek wart jest tysiąc słów, a ja - tak trochę, by odrobić opóźnienia z mojej strony - załączam tych obrazków ponad pięćdziesiąt. Wystarczy kliknąć:
![]() |
| Wycieczka 14.01 |
Kilka ostatnich zdjęć przedstawia Grännę, w której spędziliśmy dość mało czasu (nie bardzo było co zwiedzać). Niemniej kolorowy sklepik z tradycyjnymi szwedzkimi słodyczami (wyrabiane na miejscu!), który akurat był otwarty :), okazał się naprawdę przeuroczy. Nie sposób się oprzeć pokusie zrobienia tam zakupów, zapewniam. :)

3 komentarze:
Jej! Jak tam uroczo. A ten sklepik boski ^^ też chcę takie słodkości, coś niesamowitego!
Zazdroszczę :D
Cudnie tam! Ale dlaczego święto tynków?
Ma
@Beata: Da się zrobić. :) A ja Ci będę zazdrościł ładnych miejsc za rok o tej porze.
@Mama: A pewnie, że cudnie! Ale mam rozumieć że w zamku, czy w sklepie?
Aż żałuję, że tych krajobrazów z okna samochodu mi się nie udało zrobić. :)
Prześlij komentarz