Podróż tym razem dla odmiany nie samolotem, a samochodem. W jedną stronę (bez przerwy) jedzie się około 15 godzin. Oto nasza trasa, będąca wynikiem długich rozważań i kalkulacji:
Powiększ
Poprzez Szwecję jechaliśmy prawie bez zatrzymania po autostradach. Szwedzka siatka dróg jest rozbudowana i przyjemna w o obsłudze, a za oknem auta cały czas przewijały się piękne lasy, więc pierwszy odcinek trasy zleciał szybko.
Dojechawszy do Malmö, natrafiliśmy na pierwszą atrakcję:
(fot. wikipedia)
Oresund Bridge, czyli Most nad Sundem, łączy Malmö z Kopenhagą. Nazwa "nad Sundem" jest odrobinkę nietrafiona, bo w połowie drogi znajduje się sztuczna usypana wyspa, a most nurkuje tam pod wodę i przemienia się w tunel.
Przejazd przez tę uroczą atrakcję turystyczną samochodem kosztuje 38 euro. :) Zawsze taniej niż prom.
W Kopenhadze zrobiliśmy sobie przystanek. Przez kilka godzin zmierzaliśmy rozświetloną latarniami starówkę - brak mi tu trafnego epitetu, więc powiem po prostu, że jest bardzo, bardzo ładna! W centrum prawie nie widać nowoczesnych budynków - bardzo zadbano o utrzymanie klimatycznej atmosfery. Całości uroku dodają rowerzyści w wełnianych czapkach z rogami. :)
Zdjęć niestety z tej okolicy praktycznie nie mam, bo mój stary Kodak boi się ciemności, ale postaram się wydębić nieco od Dominika.
Dalej: Po spacerze udało nam się dostać do akademika naszych kolegów. Wygląda mniej więcej jak więzienie i podobnie ciężko się tam dostać. Każdy pokój taki sam, korytarze identyczne na każdym piętrze... Zgroza! W połowie nie tak przytulnie, jak w naszym odremontowanym szpitalu psychiatrycznym z katakumbami. Mimo to, dość wygodnie i funkcjonalnie.
Zjedliśmy sobie spóźnioną kolację, pogawędziliśmy, zdrzemnęliśmy się nieco i skoro świt wyruszyliśmy w dalszą drogę. Dzięki za nocleg i dobre towarzystwo, ekipo! Polska gościnność górą :)
Z Kopenhagi szybki rajd do Gesner - tam o dziewiątej rano odpłynęliśmy ładnym promem w stronę Rostocku. Na promie czas leci szybko i miło: spacer tu, spacer tam, rozglądanie się za kawałkiem wolnej podłogi i godzina drzemki. Drzemiąc ciągle w samochodzie, nie miałem ochoty podporządkować się pod ten schemat, więc patrolowałem na zmianę wszystkie pokłady Księcia Joachima, nie omieszkawszy też wyjść na zewnątrz. To ostatnie bardzo się przydało pod koniec wyprawy, gdy wpływając do Rostocku udało mi się zrobić kilka naprawdę niezłych zdjęć.
Po dopłynięciu do Niemiec podróż zleciała szybko i bez szczególnych atrakcji - z wyjątkiem postoju w Porcie 2000. Jest to sympatyczny zajazd dla tirów, wyposażony standardowo w miejsca noclegowe, małe zoo i - co dla nas najważniejsze - tanią, smaczną restaurację szybkiej obsługi. Zjeść polskiego schabowego z pieczonymi ziemniakami i kapustą pierwszy raz od kilku miesięcy - uczucie nie do opisania!
Mała galeryjka w prezencie:
![]() |
| Podróż do Polski |

8 komentarzy:
„Wycieczka” do Polski? To brzmi trochę tak, jakby stara, dobra ojczyzna została zdegradowana do roli okazjonalnie odwiedzanego punktu turystycznego. Wpaść na dwa tygodnie, troszeczkę zwiedzić i nuże z powrotem do Szwecji, wycieczka skończona. ;)
Galeria cudna. :) Wprawdzie most nad Sundem chyba jednak lepiej się prezentuje z lotu ptaka, ale podczas oglądania zdjęć Kopenhagi i Rostocku moja postawa zatwardziałej domatorki zaczyna się chwiać... Ech, prawdopodobnie prędzej czy później dochwieje się do tego stopnia, że sama wystawię nos z Polski... ale jeszcze nie teraz.
Nie rozumiem tylko, dlaczego nie chciałeś mi się przyznać, że jednak pozwoliłeś komuś zrobić sobie zdjęcie. :( Fajnie wyszło. :)
A z kim mam przyjemność? Siostrzyczka, czyżby?
A któż inny, Braciszku? :)
Cieszę się, że musiałam czekać trochę krócej na zobaczenie części z tych zdjęć, na które narobiłeś mi apetyt, bo już zbierałam cierpliwość, myśląc, że wszystko zobaczę dopiero w czerwcu. Ładne, ładne...
Aha, zapomniałam napisać, że podoba mi się zdjęcie 23, czyli poradnik: "co zrobić, jeśli upuściłeś jedzenie na podłogę" (czy to podpada pod definicję algorytmu?). Sporo się musiałam namęczyć, żeby cokolwiek zrozumieć, ale dzięki podjętemu wysiłkowi liznęłam co nieco języka duńskiego (nawet ładny :)).
Zrozumiałam takie fragmenty: "czy to jest bardzo brudne?"->"nie"->"czy to jest bekonem?"->"tak"->"zjedz!" lub "nie"->"niech sobie leży". Ponadto załapałam pytania: "czy to się klei?" i "czy lizał to twój pies?" oraz ostatnie, alternatywne rozwiązanie: "nakarm tym psa". Szkoda, że więcej nie mogę odczytać, ale i tak brzmi bardzo fajnie. :D
hej, hej :)
piękne miejsca, zaiste :D
obiecałam Ci coś, więc oto link: http://www.saunders.no/pro_03_01.html
mam nadzieję, że jak już tam dotrzesz to podzielisz się wrażeniami :D i oczywiście zdjęciami :)
trzymaj się ^.^
"Dalej: Po spacerze udało nam się dostać do akademika naszych kolegów. Wygląda mniej więcej jak więzienie i podobnie ciężko się tam dostać. Każdy pokój taki sam, korytarze identyczne na każdym piętrze... Zgroza! W połowie nie tak przytulnie, jak w naszym odremontowanym szpitalu psychiatrycznym z katakumbami. Mimo to, dość wygodnie i funkcjonalnie."
Niezła opinia jak na osobę, która spędziła w tym akademiku nawet nie dwucyfrową liczbę godzin, będąc w jednej kuchni i paru pokojach, słaniając się na nogach i przesypiając praktycznie większość swojego pobytu :]... To tylko takie moje osobiste przemyślenie. Pozdrawiam.
Dziobaq
@Hatia: O, no proszę, Ewa! Miła niespodzianka, nie spodziewałem się że napiszesz :)
Punkt widokowy faktycznie równie ładny, co w Twoich opowieściach - sprytny pomysł z tą zjeżdżalnią i przezroczystą płytą. Ciekawe, czy można się o to oprzeć. Jeszcze ciekawsze, czy ktoś próbował :))
Niestety planowana wycieczka do Norwegii mi przepadła, więc nie zobaczę w najbliższym czasie ani tego punktu widokowego, ani fiordów w ogóle. Niemniej z pewnością nie jest to mój ostatni raz w Skandynawii - co się odwlecze.. :>. Co słychać w pabianickich stronach?
@Dziobaq: No ale co mam poradzić, że tak się zauroczyłem naszymi starymi szwedzkimi murami z widokiem na jezioro, że forma "miejskiego" akademika wydała mi się taka.. zimna, poukładana, wyssana z uczuć? Asymetria i - żeby nie szukać słów - bałagan stworzony przez labirynt korytarzy i schodów w naszym Vilhelmsro mi się jakoś bardziej komponuje ze studencką mentalnością :D. Proszę, nie odbieraj tego zbyt osobiście; opinia ta tyczy się jedynie o Waszych murów, bo samo towarzystwo w środku jest wzorowe i bardzo miło nam się u Was spędziło czas. :)
o cenzura wróciła?
Prześlij komentarz